30-11-2005 | 23:27 | (8)

Często z niemożliwością graniczy dopuszczenie do siebie prawd oczywistych, szczególnie tych nie do końca naszemu sercu miłych. Nie ma co doszukiwać się sensu w bezsensie i na oślep brnąć w uliczkę, która i tak dobrze wiemy, jest ślepa. Po co, jeśli mniej więcej w tym samym czasie przypomina się sobie, co to znaczy rozkwitać, promienieć, czuć się docenionym i adorowanym. Otwieramy oczy na rzeczy, które są wpisane w kanon normalności, nie wzbudzają raczej ochów i achów. Jednak po jakimś czasie bycia eksponowanym na całkiem inną prawdę nasza percepcja ulega zniekształceniu. To, co powinno być chlebem powszednim, wzbudza westchnienie i powoduje, że łezka kręci się w oku. Bo znowu wiemy jak to jest, bo przez tak długo tego nie mieliśmy. Wbrew obiegowej opinii mam serce. Dasz wiarę?

Wkurwienie i zgorzkniałość zamiast łez. Tak dobrze?
("zdenerwowanie" nie oddaje w pełni owego stanu, wybaczcie język)


Pozwoliłam sobie ukraść cytat (zamieszczony przez pewnego pana), który trafił, wydaje się być adekwatny i porusza:

- Czy mogłbyś powiedzieć mi, proszę, ktorędy mam pójść, żeby stąd pójść?
- To zależy dokąd chcesz dojść. - odpowiedział kot.
- Nie ważne gdzie. - powiedziała Alicja.
- W takim razie nie ważne gdzie pójdziesz. - powiedział kot.
- Oczywiście byle gdzieś dojść w końcu. - dodała szybko Alicja.
- Na pewno dojdziesz, - powiedział kot - tylko musisz iść wystarczająco długo.

Kto ze mną czyta "Alicję w Krainie Czarów"?




 
2007
01
02
03
04
05
06
07
08

2006
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12

2005
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12

2004
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12