17-03-2005 | 18:41 | (3)
W afkecie zrobię wyjątek od ostatnio obowiązującej reguły, mianowicie popełnię wpis. Zmusza mnie sytuacja oraz nadmiar energii, spowodowany tym, że chyba zrozumiałam o co kaman. Zrozumiałam, że idzie wiosna, chociaż za oknem grzmi i pewnie z Jamajki w związku z tym nici. Zrozumiałam, że to co nieodłącznie z wiosną powiązane jest mi właśnie potrzebne. Czuję się dobrze, tak jak nie czułam się od dłuższego czasu. Nie powiem więcej, bo jestem tajemnicza i nie piszę co by się wyekshibicjonować, lecz w celu ulżenia samej sobie. Powiem za to, że wiem także co omijać szerokim łukiem i co mieć w głębokim poważaniu. Nie walczymy z wiatrakami, nie trujemy się pretensjonalnym pisaniem. Joł.
18-03-2005 | 12:04 | (0)
Z wczorajszych planów wieczornych wypalił jedynie ten uwzględniający ślęczenie przed komputerem do godzin całkiem nocno-porannych i zastanawianiem się z której by tu strony. Fakt ten wcale nie ułatwił zwleczenia się rano z łóżka, ba, powiedziałabym że wszechogarniające łupanie w kościach dawało mi dowód na to, że naprawdę żyję. Teraz, gdy już powróciłam zmoknięta jak szczur zastanawiam się, czy to dobrze, że przy głowie śliwka a na końcach już tylko nikły cień śliwki. To tak według zasady, że kobieta zmienna jest. Poza tym hej, ładnemu we wszystkim ładnie. No.
A dzisiaj wieczorem do melanżu podejście drugie, może tym razem się uda. No i Przemka nie widziałam od dobrych kilku miesięcy, jak nie lepiej, od kiedy to zniknął w wyspiarskim kraju.
19-03-2005 | 23:04 | (6)
To, że wiosna, zostało już stwierdzone nie raz. Wczoraj, w ostatni pseudozimowy weekend, rozerwać mi się przyszło wybitnie. Znów hektolitry ginu, znów to samo grono. Niekontrolowane rozmowy przez telefon, tysiąc myśli na minutę, a dzisiaj pamięć selektywna i pytanie, czy aby czegoś nie palnęłam. Intencje były dobre, co chyba zostało wychwycone. Picie herbaty nad ranem przeradza się w nieopisanie przyjemny rytuał. Kto by podejrzewał, że w kilku liściach tkwi taki potencjał. Od godzin dwóch z hakiem, dajemy sobie dowód na to, że to już chyba naprawdę wiosna, pomimo tego, że oficjalnie dopiero w poniedziałek i że pierwsze kolokwium w tym semestrze w dzień wagarowicza. Rozmowa szczera, powiedziałabym wręcz, że taka jak kiedyś. Znów czuję, że ten sam punkt widzenia, podejście do spraw pewnych i wielce istotnych. W czwartek idziemy na reggae, pod palmami atmosfera gorąca, podobno. A przed chwilą sms z dupy, knot in my stomach, lump in my throat. Co zrobić powinnam wiem doskonale, jak to zrobić, nie do końca. Gdyby to wszystko było takie proste.
21-03-2005 | 00:56 | (21)
Weekendowa dygresja aka wątek przewijający się notorycznie: palcie Parliamenty, bo można włożyć język w dziurkę.
P.S. Papierosy to zło.
25-03-2005 | 09:45 | (4)
Ciężko być elokwentnym, gdy się spało 2 godziny, a nad głową wisi dziesięciogodzinna podróż pociągiem. Święta święta. Wczoraj znów miał być Punkt i znów, jak zwykle z resztą, plan spalił na panewce, jednakże ze skutkiem miłym i jak najbardziej porządanym. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że Absolut Vanilla w połączeniu z sokiem kokosowym jest jak najbardziej in. W ramach spożywania szwedzkiej wódki przeprowadzanie szybkiego crash course z języka i mówienie jak to kuk i röva, slicka min fitta i jävla skit. Były też prześmiewki na temat nieudolnych tłumaczeń całkiem udolnego zjawiska społecznego, które jest jak najbardziej mile widziane. Po 2 godzinach snu wcale nie jest fajnie pędzić na dworzec, aby kupić bilet i dowiedzieć się, że niestety trzeba wydać fortunę. Dobrych warunków pewnie nie dam rady docenić, bo oceniając mój stan, rzeczone 10 godzin prześpię.
Tak więc chyżym krokiem zmierzam ku ogarnięciu siebie oraz toreb, bo spakowanie się na dni cztery to wbrew pozorom nie takie łatwe zadanie.
26-03-2005 | 15:30 | (7)
Pomimo tego, że wczorajsza podróż była totalnym mordercą oraz pociągi osobowe, gdy za oknem ciemno, a pora już grubo podobranockowa, nie są najlepszym miejscem dla młodej damy, cieszę się. Gdyby nie fakt, że do przejechania jest cała Polska, bywałabym tu pewnie częściej. Bo moja chihuahua po ciąży urojonej jest teraz na macierzyńskim i jest większą przylepą niż kiedykolwiek wcześniej. Albo na przykład dlatego, że znów rozpoczynamy miłym akcentem i fryzjerka robi mnie na bóstwo mówiąc, pani, zapomnij pani o długich włosach, za cienkie. E tam, co ona może wiedzieć. Pieniądze z komórki ewaporują z prędkością światła, ale tak to jest jak ma się kilka osób "na utrzymaniu". A wieczorem spotkam się z Ania, której nie widziałam pół roku. Zazwyczaj zdarza się tak, że jest moim motorem. Mówi, dziewczyno, weź się za siebie, zawsze to ty mnie mobilizowałaś, wychowałaś, pokazałaś jak być funky. I biorę się za siebie i płaczę, że nie mam jej na miejscu, bo wtedy to już tylko wybieg i wystająca kości bioder. Nota bene, ostatnio się dowiedziałam, że jestem mięciutka, a że brzmi to ładnie to tłumaczę sobie, że to wcale nie krytyka i że lepiej tak, niż zostawiać ludzi z siniakami. Zastanawiam się chwilę i z zadowoleniem wzdycham, że jest tak dobrze, że pozytywna energia i niesamowita chęć życia. Ładujecie moje baterie, czuję się ważna, doceniona. Dziękuję.
Ach, no i nie znam wszystkich dj'ów w Warszawie, a do samouwielbienia mi daleko. To tak dla tych co czytali i powiedzieli, ojacie. Nie wszystko jest zgodne z prawdą, więc przez palce proszę.
27-03-2005 | 20:52 | (10)
Była wena, miałam pisać, że konsumpcja pogańskich jajek, bo kto by się zmuszał do tradycji, które nie wynikają z głębszych przekonań. Po wczorajszym spotkaniu mega rozczulenia i dramatyczna zmiana planów, bo jak się okazuje, będzie Breslau i to nie przelotem, lecz tak na trochę dłużej. Dyskusje z kafejki internetowej i popadanie w marazm, bo przecież tak jak jest, nie może być do końca dobrze. Chciałabym, aby wszystko było wyklarowane i gotowe do spożycia, choć zapewne wtedy narzekałabym, że nuda i stagnacja. Poza tym prowadziłam rozmowę, która do złudzenia przypominała taką sprzed roku i ścisk w żołądku oraz szkliste oczy. A może wszystkiemu winien jest Redd's oraz fakt, że z dala od swoich to trochę jak ryba wyciągnięta z wody.
31-03-2005 | 20:14 | (8)
Świadomość, że ostatnie kilka dni były istotne, a ja nie jestem w stanie ich opisać, nie daje mi spokoju. Istotny jest powrót z Dolnego Śląska, a to dlatego, że zahaczyłam o Wrocław. Sama podróż też była interesująca, ale uwierzcie, nie łatwo przekazać pięciogodzinne akcje schizofreniczki, która w owym pociągu ust nie zamykała i z uporem starała się dostać numer pana siedzącego naprzeciwko. Ale powróćmy do Wrocławia. Otóż we Wrocławiu zamieszkują bardzo inteligentni młodzi mężczyźni, stymulujący do rozmowy i otwierający oczy na świat. Oby więcej takich mężczyzn na świecie, serio.
Kolejną rzeczą iście ważną było to, że zostałam skradziona z dworca. Ów kidnapping nadal trwa, a jako że nikt okupu zapłacić nie chce, to nie mam wyjścia jak tylko się poddać. No i jak też się dzisiaj dowiedziałam, jeśli chcę, to mogę wszystko. Rogal na twarzy, obolałe kości.
A w ogóle w nocy z nią i jest najlepiej, jak niegdyś, ba, rzekłabym nowa jakość. Marta zakłada długie spodnie, co by szram nie było. Khe. Obowiązek jednak został spełniony, czasami trzeba.