15-07-2004 | 15:58 | (4)

Zaginęłam w akcji na dobre kilka tygodni. Do tego stopnia, że zaczęły przychodzić skargi: "Kulka, co z blogiem?", "Ej, opuszczasz się." Ale jak tu się koncentrować na pisaniu, kiedy love of your life w końcu jest z tobą na miejscu i to, co wydawało się nierealnym nagle staje się rzeczywiste i namacalne. Wszystko spotęgowało nowo wynajęte mieszkanie, dzięki któremu rozwiało się uczucie, że może on tylko wpadł do mnie w odwiedziny, jak to już miało kiedyś miejsce. Bawimy się w dom, on pracuje, ja karmię się zajawką i realizuję twórczo. W międzyczasie przestałam być nastolatką, bezlitosna dwójka z przodu zadomowiła się już na dobre. A to w jakimśtam stopniu zobowiązuje. Podobno się zmieniłam, niby na lepsze. Osiągnęłam jedność duszy i ciała, czy też jakiś tam spokój wewnętrzny. Zgadzam się, że nic już nie jest takie jak było, a wszystko żywsze i bardziej kolorowe, z przewagą różu.

Ach, no i 7 lipca (nota bene w moje urodziny), minęło pół roku bez papierosa. Nie wyobrażam sobie siebie wdychającej nikotynowych oparów. Śmierdzi, dusi i źle smakuje.




20-07-2004 | 20:14 | (8)

Roztapiam się. Temperatura jest nieznośna, szczególnie gdy się mieszka na ostatnim piętrze, a nad głową ma się rozżarzony całodniowym słońcem dach. Mimo wszystko jednak walczę dzielnie, zakładając kusą spódniczkę, aby opalić swoje nienajciemniejsze w tym roku nogi. Spotkałam się z przyjacielem z liceum po kilku miesiącach niewidzenia. Urosły mu włosy, pojawiły się nowe zajawki i nowa energia, którą podzielił się ze mną, jak to robił jeszcze rok temu. Mnóstwo tematów do rozmowy, mnóstwo tematów do nadrobienia. Przyznaję, brakowało mi tego. A secesyjny rosyjski plakat z niebieską ośmiornicą wygrywa życie, chociaż Mucha i tak lepszy.

Jak na razie znów potwierdziło się, że mam nieprawdopodobnego farta i kocią umiejętność spadania na cztery łapy. Ale ciiii. Bez szczegółów, co by nie zapeszyć.

Nowy splash. Mówcie mi mistrzyni kiczu.




28-07-2004 | 13:22 | (13)

Wczoraj minęło ćwierć wieku, świętowane piwem jabłkowym oraz hasłem 'Pyszne kolorki na jęzorki'. Kiedyś trzy miesiące wydawały mi się wiecznością, a teraz było niczym mrugnięcie oka albo długa przerwa w szkole, która zawsze wydaje się być za krótka. Chcę więcej, ponoć apetyt rośnie w miarę jedzenia i ja się pod tym podpisuję obiema rękoma. Wszystko uległo zmianie i to na lepsze. Ogólnie to farciara ze mnie.

Skwar za oknem ustał, ku uciesze pana Bambusa, który powoli zaczął wysychać. Najczęściej pada deszcz, a ja siedzę na czarnej kanapie z misia w liściaste wzorki i czytam książki albo rysuję wszystko i nic. Jestem na wylot przesiąknięta błogim lenistwem, delektując się tym, że nie gonią mnie żadne terminy i ogólnie spiesz się powoli. Osiągnęłam stadium stoickiego spokoju, kiedy mam świadomość, że nic nie jest w stanie mi zagrozić i mogę śmiało wypełznąć ze swojej norki i szeroko otwartymi oczami spoglądać na świat. Latem miasto nie jest takie straszne.

A dziś mój chłopiec hasa za piłką do rugby w ramach integracji z kolegami w pracy, co oznacza dla mnie nie mniej nie więcej, niż wolność i swobodę. Z przymrużeniem oka naturalnie. Na przykład w ramach tego szaleństwa wrzucam nowego splasha. Tym razem bez kiczu, ładnie, czysto, estetycznie.




 
2007
01
02
03
04
05
06
07
08

2006
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12

2005
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12

2004
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12