28-08-2005 | 03:15 | (2)
Reaktywuję się. Bo pani z pistacjowymi ścianami mówi, że powinnam, mały skwierczy, że stagnacja, a i mi momentami brakuje tej wirtualnej wylewności.
Teza jest taka, że książęta spadają z nieba. W momencie, gdy nie podejrzewasz takiej możliwości o zaistnienie, pojawia się i kradnie cię światu, ku pomrukom niezadowolenia Ogółu. Ja, emocjonalna pesymistka, przecieram oczy z niedowierzaniem, patrząc pod nowym kątem na pojęcie soulmates. Daleko mi do prorokowania, bo nauczona doświadczeniem wiem, że nie warto, gdyż takowe ma moc zapeszającą. Istotne są te rzeczy, które odkrywamy z każdym dniem, istotny jest uśmiech na twarzy, czerpanie energii życiowej z małych radości. Bo czasami udaje się wygrywać życie.
Fajnie, że jesteś. Fajnie, że jesteście. Fajnie będzie, jeśli nadal będziesz.
Czytam: Michael Marshall Smith "One of Us".
Słucham: India Arie "Radio".
Uczę się: trochę na niby.
Mam: nadzieję.
29-08-2005 | 03:13 | (3)
Bo pisanie pod wpływem zawsze spoko.
Miało być spokojnie. Miał być Wojtek i spokojny kontemplacyjny papieros pod blokiem. Skończyło się w Aninie z Absolutem malinowym. Konkluzja, że interesy ludzkie nie zawsze się zgadzają. Także taka, że jest możliwość, że Gartner's Hund, ale jako że to zjawisko dość popularne, to nie dojdziesz prawdy za żadne skarby. Ciocia Ola wyzwala w chłopcach instynkty ekstrawertyczne, ku swej pociesze. Muzyka w samochodzie z kiepawej nabiera natury hitowej, no i na koniec pozdro dla Bij Ją Se.
Słucham: Jamal - Rewolucje (jau.)
30-08-2005 | 17:15 | (0)
W ten sposób mogłaym spędzać wszystkie wieczory. Niby banalnie, jednak w wydaniu najlepszym. Bo w życiu liczą się małe rzeczy, jak oddech, ciepło skóry czy też świadomość bliskości. Wgapianie się w ekran monitora cholernie dużo znaczy, choć pewnie niektórzy w tym momencie się popukają w głowę. Potem w środku dnia spotykam się z moim klonem w wydaniu męskim, z tą pokrewną duszą, która wie wszystko i która wszystko mi mówi. Gdy wspomina co się działo, gdy się działo, ja dokładnie wiem, jakie to było ważne i ile szczęścia wprowadziło w jego życie. Wiem, że ty wiesz, że stęskniłam się niemiłosiernie.
wojtyna (16:44)
a zna bob marley - could you be loved?
kulka (16:44)
kto to bob marley?
wojtyna (16:44)
hehe
wojtyna (16:44)
taki rybak
kulka (16:44)
aaa
kulka (16:44)
nie slyszalam
wojtyna (16:44)
znany na caly swiat bo zlowil najwiekszego morszczuka na slowacji ever
kulka (16:44)
aaaaa
kulka (16:44)
to mozliwe, ze czytalam o nim gdzies
Czytam: metodykę, siemaszjaktam, widzimy się 5ego
30-08-2005 | 22:49 | (3)
Nie wolno, kategorycznie nie wolno wyładowywać swoich nerwów / niepowodzeń / stresów / niedopatrzeń / zbliżającego się okresu / oraz nadchodzącej choroby na najbliższym otoczeniu. Potem wracasz ze zwieszoną głową do domu, z wyrzutem sumienia i totalnie samotna. Egoistycznie? Chyba po prostu nie chciałabym, żeby wobec mnie tak się zachowywano. Ale wydaję mi się, że nie jestem do końca stracona, gdyż potrafię dostrzec swoje błędy relatywnie wcześnie po ich popełnieniu. Będą ze mnie ludzie?
Słucham: Funkdoobiest - The Anthem.
Pozdro: grzywka.
31-08-2005 | 23:28 | (7)
Nie ma to jak umrzeć na wszystkie przypadłości świata na raz, na dzień przed poprawką, z milionem obowiązków na głowie. Strzelać abstrakcyjne fochy, kwadrans później zastanawiając się, o co tak naprawdę ci chodziło. Potem płakać, bez powodu, bo świat jest zły, bo życie boli, a łzy rzekomo oczyszczają. Lepiej być porywczym i ekspansywnym czy mdłym i uległym? Czasami sama się zastanawiam.
Wiem, że we wtorek skończy się gehenna lub też odwrotnie, zacznie się piekło. Cztery dni, gros do zrobienia, jedna głowa, jedna para rąk. Ale ponoć jak trzeba, to jestem fajta, tak mówią wielkie brązowe oczy. Więc co, ja nie dam rady? Choćbym miała sobie flaki wypruć.
A i co? Niektórzy trochę mają tupet. Ale to tak na marginesie.
Oglądam: VMA (choć on się każe uczyć).
Pociągam: nosem.
Szaleję: ...