14-09-2005 | 14:27 | (3)
Budzę się ze snu przepełnionego po brzegi emocjami, który uświadamia mi wszystko co jest prawdziwe i upewnia w moich przekonaniach. Nagle czuję każdą komórką swojego ciała, intensyfikacja kontrolowana i jakże błoga. Zdaję egzaminy, które teoretycznie były nie do zdania z takim nakładem pracy, jestem dzieckiem szczęścia. Pozwalam sobie na absolutne lenistwo w łóżku do godzin popołudniowych, bo mi też czasami się należy, tym bardziej po satysfakcjonującym dniu poprzednim.
A dnia poprzedniego spędzam czas z najważniejszymi mężczyznami, jednym bliskim sercu, drugim duszy. Pieczołowicie obgryzamy kości skrzydełek kurczaka, które wcześniej spoczywały w zamrażarce, lecz na patelni przeistoczyły się w nie lada rarytas. Jakąś pustkę w moim życiu towarzyskim wypełnia randka z panią V, bo kiedy ostatnio miałam okazję spędzić z kobietą kilka godzin nad zimną kawą dyskutując o wszystkim i o niczym? Dużo za dużo papierosów, dużo za dużo wspólnych tematów, o wiele za dobrze. Na nasz widok panowie zamarzają w biegu i tak być powinno. Dziękuję za najlepsze popołudnie, mistrzyni.
Cieszę się: że oni tak dobrze koegzystują.
Żyję: chwilą.
Czuję: bardzo.
18-09-2005 | 11:13 | (10)
Serce mi pęka, gdy patrzę jak oczy mojej mamy napełniają się łzami. Wyrodna córka, nie wie jak spasować, położyć uszy po sobie, ugryźć się w język. Ale czasami to naprawdę graniczy z cudem, gdy irracjonalne argumenty i zakazy, salwy krzyku i kopanie leżącego. Ja uważam, że jestem za stara, żeby teraz kształtować moją psychikę, Ona wręcz odwrotnie. Zgrzyt odbijający się głośnym echem, który pomimo, że łagodnieje następnego dnia, pozostawia posmak napięcia, świadomość, że w każdej chwili bomba może znowu wybuchnąć.
W międzyczasie V. ratuje mnie z opresji. Wspiera obecnością osoby bezstronnej, wpaja piwo, każe robić biodrem. Obserwujemy absurdy relacji międzyludzkich, kręcąc głową, chociaż dobrze wiadomo, że i my bywamy absurdalne. Agresywni mężczyźni w klubowych toaletach i skarżenie się właścicielowi, bo nawet karki powinny szanować kobiety. Sprechen Sie Deutsch?
Budzę się w półmroku, czując dotyk jego skóry na swojej. Brakuje mi śliny, ale leżę tak kilka minut patrząc na jego miarowy oddech, spokojny sen. Idę do kuchni po szklankę zimnej wody kranowej, bo Metaxa i Seagram's w ilościach nadmiernych. Uśmiecham się do siebie, wspominając siebie trzymającą butelkę z alkoholem i papierosa, rozmawiająca z tymi ludźmi, których poznałam te 6 lat temu, kiedy oni wtedy mieli tyle lat, co ja teraz. Wtedy była mała Ola, która do klubu wchodziła pretendując do miana siostry jednego z nich, bo nieletnich nie wpuszczamy. Teraz partnerka do rozmów, żartów i libacji. Czas leci.
Czuję jak ostatnie dni mnie przerastają, jak chciałabym, żeby na każdej płaszczyźnie życia układało się dobrze. W duchu obiecuję, że będę odpowiedzialna, że wiem, że potrafię, a to wymaga tak mało wysiłku. Najmniejszym jego nakładem mogłabym zbierać laury, zamiast pogrążać karierę naukową i rujnować przez to życie rodzinne. Niech będzie tak jak zawsze, że kot na cztery łapy, a już tym razem wyciągnę z tego wnioski i się nauczę. Obiecuję.